Czyli gdzie to nas nie było! Jak się domyślacie ze względu na małą każdy chciał nas "mieć" u siebie.
Zaczęliśmy od wigilii w moim rodzinnym domu. Wigilia u mnie jest zawsze o piątej ale chciałam być troszkę szybciej żeby coś pomóc mamie. Jednak jak to z dzieckiem bywa- kiedy wydaje się, że mamy jeszcze mnóstwo czasu, wystarczy kilka epizodów i czasu jest zdecydowanie za mało... Dziecko obudziło się o wiele za wcześnie. Matka ubiera rajstopy jednocześnie wkładając Zośce do buzi smoczek- uspokajacz. Myje zęby jednocześnie susząc głowę i wydając komendy do męża co spakować. Suma sumarum zamiast spokojnej wigilii było trochę nerwówki plus czkawka Zośki. Dotarliśmy lekuśko spóźnieni ale cały wieczór był przemiły! Mimo iż przy wigilijnym stole zabrakło mojego taty to były naprawdę wyjątkowe święta. Cudownie było łamać się z mężem opłatkiem trzymając na rękach moją małą córeńkę.. Życzenia składane ze łzami w oczach i marzenie by cały ten przyszły rok minął nam w zdrowiu i spokoju..
| sukienka mamy- Cubus sukienka córeczki- Smyk, koszula taty- Reserved |