Wiem, że jest wśród was, grono osób, które korzystając z wolnego w pracy wybywa gdzieś na święta. Ja się do takich osób nie zaliczam. Uwielbiam przygotowania świąteczne. Malowanie jajek, strojenie święconki i wszystkie inne tradycje wielkanocne.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zosia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zosia. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 21 kwietnia 2014
sobota, 15 marca 2014
Dziecko w obiektywie
Moja najpiękniejsza modelka. Jeszcze chętnie pozuje do zdjęć, choć czasem pstryyk aparatu podoba jej się tak bardzo, że ciężko uchwycić moment kiedy się nie rusza. Pamiętam jak jeszcze w ciąży cieszyłam się na myśl, że będę robiła milion zdjęć mojej córeczce. Robię dwa miliony! Kto wie może za parę lat wciągnę się tak bardzo, że wymienię aparat na duży ciężki profesjonalny a fotografia dziecięca z hobby stanie się prawdziwą pasją? Zostawiam was z moją córeczką w ujęciach modowych, które powinny pojawić się tu wczoraj, ale Zosia zadecydowała inaczej. ;)
wtorek, 18 lutego 2014
Nowości w szafie H&M
Ostatnim punktem w mojej lutowej wish liście były ubrania dla Zośki.
Zosina garderoba wymagała szybkiego uaktualnienia ponieważ na tapecie już rozmiary 68/74.
Pojechali my więc na szybki szopping. ;)
A u nas jak szopping to zawsze H&M! Po pierwsze, blisko domu, po drugie piękne wzornictwo, po trzecie jakość! Co prawda kraje w których ta firma produkuje odzież co roku się zmieniają, ale w przypadku działu dziecięcego nie odczułam spadku jakości. Szczególnie chwalę sobie bodziaki i rajstopki z hama.
Nie rozciągają się, są miłe w dotyku i takie pozostają- nawet po spotkaniu z odplamiaczem i po kilkunastu praniach.
Powyżej część naszych ostatnich łupów. Dopiero gdy wróciliśmy do domu zauważyłam, że uderzyłam w grochy po całości!
poniedziałek, 17 lutego 2014
4 miesiące Zosi- zmiany zmiany!
Dzisiaj nasza pociecha kończy cztery miesiące. Dla nas to przełomowa data, ponieważ od czterech miesięcy można wprowadzać dziecku prawdziwe jedzonko. Marcheweczka już zakupiona, więc może jutro spróbujemy pokarmić Zośkę. Jak widzicie nasza mała dziewczynka ma już kolczyki.
niedziela, 29 grudnia 2013
Pierwsza gwiazdka Zosi
Czyli gdzie to nas nie było! Jak się domyślacie ze względu na małą każdy chciał nas "mieć" u siebie.
Zaczęliśmy od wigilii w moim rodzinnym domu. Wigilia u mnie jest zawsze o piątej ale chciałam być troszkę szybciej żeby coś pomóc mamie. Jednak jak to z dzieckiem bywa- kiedy wydaje się, że mamy jeszcze mnóstwo czasu, wystarczy kilka epizodów i czasu jest zdecydowanie za mało... Dziecko obudziło się o wiele za wcześnie. Matka ubiera rajstopy jednocześnie wkładając Zośce do buzi smoczek- uspokajacz. Myje zęby jednocześnie susząc głowę i wydając komendy do męża co spakować. Suma sumarum zamiast spokojnej wigilii było trochę nerwówki plus czkawka Zośki. Dotarliśmy lekuśko spóźnieni ale cały wieczór był przemiły! Mimo iż przy wigilijnym stole zabrakło mojego taty to były naprawdę wyjątkowe święta. Cudownie było łamać się z mężem opłatkiem trzymając na rękach moją małą córeńkę.. Życzenia składane ze łzami w oczach i marzenie by cały ten przyszły rok minął nam w zdrowiu i spokoju..
| sukienka mamy- Cubus sukienka córeczki- Smyk, koszula taty- Reserved |
poniedziałek, 16 grudnia 2013
I ty poczuj klimat tych świąt
W tym roku święta będą wyjątkowe..
Jak się domyślacie za sprawą pojawienia się na świecie naszej małej fasolki. Czy czuję już klimat świąt? Jeszcze nie..
U nas w domu przygotowania świąteczne to przede wszystkim wspólne gruntowne porządki, a na to w tym roku jakby brak czasu.
Z czym jeszcze kojarzą przygotowania świąteczne?
Z goździkami w pomarańczy
Kruchymi ciastkami z cukrem
Gwiazdą betlejemską w doniczce
Kolędami "Na koniec wieku" w DVD
Żywą pachnącą choinką
Ozdabianiem mieszkania w akcenty świąt
Powoli zaczynam brać się za ten ostatni podpunkt, chociaż nawet bez powyższych wytycznych zapamiętam te święta na długo!
A wam, z czym kojarzy się grudniowy czas?
poniedziałek, 2 grudnia 2013
Mam miesiąc i siedzę!
No prawie.. ;)
Poduszka siedziuszka to fajne rozwiązanie, jeśli wasze dziecko nie chce, lub nie lubi leżeć w bujaczku.
wtorek, 5 listopada 2013
Cięcie godne cesarza- czyli wspomnienie porodowe..
Czy na pewno? Jak wiecie moja córka przyszła na świat metodą cesarskiego cięcia. Przyczyną takiego rozwiązania jest duża krótkowzroczność i odwarstwianie się siatkówki na które jestem narażona nawet przy średnim wysiłku fizycznym- to natomiast prowadzić może do ślepoty. W swoim otoczeniu mam jednak kobiety, które zdecydowały się na taką formę porodu na własne życzenie a wręcz żądanie. O ile wcześniej nie miałam zdania na ten temat to dziś mogę powiedzieć, że TO OGROMNA GŁUPOTA płacić lekarzowi za załatwienie "cesarki". Dlaczego? Bo będąc w szpitalu widziałam, że dochodzenie do siebie po tej operacji może naprawdę wyglądać różnie- także tragicznie. Ja bardzo szybko uporałam się z bólem pooperacyjnym i czuję się już dobrze ale dziewczyny naprawdę zastanówcie się czy warto się ciąć ze strachu przed porodem...
Ale od początku.. Chcę wam dzisiaj opowiedzieć jak wyglądał dzień urodzin Zosi.
Noc poprzedzająca to wydarzenie była najdłuższą w moim życiu. Może dlatego, że spędziłam ją w szpitalu? Zabieg miałam zaplanowany na godzinę jedenastą. Obudziłam się chyba o 6 rano i czekałam.. Chwilę po 6 przyszła położna i kazała przygotować się do lewatywy. Bałam się tego jak głupia a naprawdę nie było czego ;) Po wszystkim wykąpałam się i oczekiwałam dalej.
Ok. 9 przyjechał mąż. Ubrany odświętnie z rożkiem i pampersami dla małej. Pamiętam, że bardzo wzruszyłam się wtedy widząc go w błękitnej koszuli lekko poddenerwowanego.. Sama też czułam się jak przed maturą. Później przyszła pielęgniarka i założyła mi cewnik. Nie było to przyjemne... Pomyślałam sobie wtedy, że skoro włożenie tego cholerstwa tak boli, to jak musi boleć poród! Później okazało się, że założenie tego cewnika było najmniej bolesnym zabiegiem dnia ;) Nie naczekałam się długo bo zaraz potem przyszła informacja, że "zaczynamy szybciej" Tym sposobem z paniką w oczach pomachałam mężowi i na łóżku przewieziono mnie na salę operacyjną.
Tam zastałam bardzo dużo ludzi zajętych przygotowywaniem do operacji. Miły pan anestezjolog poinformował mnie, że znieczulenie będzie od pasa w dół. Ucieszyłam się na tą wieść. Stało to pod znakiem zapytania bo mam dość krzywy kręgosłup i powiedzieli mi, że jeśli wyniki krwi będą dobre to spróbują się wbić ale może tak być, że będę miała znieczulenie ogólne. Na szczęście wbił się bez problemu. Siedziałam okrakiem na łóżku pochylona w pasie, a nogi dygotały mi jak na konkursach recytatorskich w dzieciństwie. Jakaś kobieta trzymała mnie za rękę powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Później położyłam się na tym łóżku . Kolejne kłucie w rączkę i założenie wenflonu.. Zrobiło mi się słabo więc dostałam tlen do noska i zrobiło mi się tak świeżo.. ;) Miła pani dalej gładziła mnie po ręce zapytała ile mam lat , czym się zajmuję itp. Anestezjolog popryskał mi dekolt jakąś mgiełką i zapytał czy czuję zimne- czułam. Później popryskał mój brzuch- nie czułam już nic.. ;)
Mój lekarz powiedział, że będzie się przygotowywał , znowu sto pytań jak się czuję ile mam lat, jak się nazywam.. i wtem płacz Zosi. Zamarłam jak to już? Kiedy to? Wszyscy się uśmiechali , że zdrowa dziewczynka, że ładna, że 10 punktów. Wzruszenie odebrało mi głos.. Za chwilę przytulili mi ją do policzka a ja starałam się ogarnąć to wszystko w głowie... Jakaś kobieta pokazała mi różową bransoletkę z moim imieniem datą i godziną 10.10
Za chwilę mi ją zabrali, zapytałam czy wszystko okej. Powiedzieli, że idą do taty a ja muszę poczekać aż doktor mnie zszyje. Oj jak mi się to dłużyło.. Myślałam o tym, jak zareagował mąż, czy są już moi rodzice i chciałam być jak najszybciej z nimi.. Wszystko to trwało od momentu podania znieczulenia około godziny i nie sądziłam, że będzie to najlepsza godzina w moim życiu...
c.d.n
:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


